Bliskość bliźniacza w imię sztuki

PinExt Bliskość bliźniacza w imię sztuki

Trzy razy w życiu się wzruszyłam do łez, kiedy umarł ktoś, kto nie był członkiem mojej rodziny. W mojej baaaardzo wczesnej młodości, gdy umarł Fredy Mercury, Tadeusz Kantor i Jan Pawel II. Zestawienie mocno zaskakujące – wiem, ale tak właśnie było. Dlaczego? Bo w jakiś specyficzny sposób byli mi duchowo bliscy. Zapewne dlatego, że były to mocne, charyzmatyczne osobowości. Każda z tych osób na swoim polu przez całe swoje życie pokonywała wciąż od nowa swoje ograniczenia i udowadniała przede wszystkim sobie, a przy okazji otoczeniu bliższemu i dalszemu, że może więcej i więcej odkrywać i tworzyć. Przy tym to, co robili, każdy z nich z osobna, dawało przede wszystkim im wiele energii i radości na co dzień, nawet jeśli przeplatane było czasami rutyną codzienności czy jakimiś chwilowymi niepowodzeniami albo brakiem zrozumienia przez innych.

Wspomnienia moje powróciły przy lekturze artykułu w ostatnim weekendowym wydaniu moich ulubionych Wysokich Obcasów, gdzie z zapartym tchem przeczytałam wywiad z braćmi bliźniakami Lesławem i Wacławem Janickimi, aktorami Teatru Cricot 2 Tadeusza Kantora. Ich fenomen artystyczny też zawsze mnie frapował. Miałam okazję oglądać ich grę na żywo w przedstawieniu Dziś są moje urodziny tuż po śmierci Tadeusza Kantora.

Bracia Janiccy przywołują w wywiadzie swoje wspomnienia, jak wyglądała ich zupełnie wyjątkowa praca w teatrze u Kantora. Kim był dla nich i jak traktował ich jako ludzi i aktorów ten niekonwencjonalny artysta. Bracia wysuwają wiele spostrzeżeń na temat Kantora ale jedno, moim zdaniem, jest kluczowe – a mianowicie to, że Kantor miał np. 65 lat, a zachowywał się, jakby miał 20. Mówią w wywiadzie: Miał w sobie to szaleństwo, porywał nas. Każdy, kto go spotkał, przeżywał coś niesamowitego.  Spektakle Kantora – jak podkreślają - oddziaływały przede wszystkim emocjonalnie. Nawet jeżeli publiczność nie rozumiała języka i symboliki pewnych scen, była pod ich ogromnym wrażeniem.

I chyba najważniejsze ich spostrzeżenie – Czuliśmy, że u Kantora możemy improwizować tak, jak się to robi w jazzie. Kreować, a nie odtwarzać przypisane nam role. Bo Kantor nikomu ról nie przypisywał, kazał tylko istnieć na scenie. To nas fascynowało. Te prozaiczne czynności na scenie, bez patosu, be dramatu, szalenie radowały i Kantora, i nas.

Kto nie zna tych klimatów teatralnych, ten nie wie, o czym mówię, ale jeśli choć raz słyszał o teatrze Kantora, to wywiad pt. Ławka dla Janickich polecam. Zadziwiające, jak przeszli przez życie dla sztuki, by razem być blisko swojego duchowego mentora, znosząc różne niedogodności życiowe, ale też doświadczając w ich pojęciu rzeczy wielkich artystycznie.

Podziel się na:
  • services sprite Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • kciuk Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • sledzik Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • sfora Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • forumowisko Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • services sprite Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • spis Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • wahacz Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • polec Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • co robie Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • gadu gadulive Bliskość bliźniacza w imię sztuki
  • services sprite Bliskość bliźniacza w imię sztuki
share save 171 16 Bliskość bliźniacza w imię sztuki
Ten wpis został opublikowany w kategorii , i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>